piątek, 20 kwietnia 2018

Gdzie te wszystkie blogi finansowe?

Naszła mnie niedawno taka refleksja. Porządkowałem swoje zakładki i wpisy na liście blogów finansowych, zacząłem się zastanawiać co się stało. Otóż kiedy zacząłem pisać bloga Przegląd Finansowy, był taki moment, że blogów o tej tematyce zaczęło powstawać sporo. Wiele z nich żyło między 2009 a 2013 rokiem. 

Potem zaczęły powoli usychać. Coraz więcej z nich (tych, które wydawały mi się swego czasu interesujące) zostało porzuconych. Wpisy ukazywały się rzadziej albo wcale i od jakiegoś czasu zaczęły nawet znikać domeny. Na "rynku' zostało zaledwie kilka z kilkunastu, które dawały się czytać jeszcze parę lat temu. 

Zastanawiam się, z czego wynika to zjawisko. Czy to jest tak, że im dalej od kryzysu tym mniej interesujący staje się temat finansów? Czy to jest tak,że jak złoto przestało iść do góry to powoli wyczerpała się chęć niektórych do pisania o nim? Może niektórzy napisawszy już wszystko o oszczędzaniu pieniędzy zajęli się autopromocją bo trochę tematy się wyczerpały, a inni po prostu się znudzili. Czy może pewne pokolenie wyrosło z pisania bloga i zajęło się pracą i rodziną? A może temat finansów został już tak ostrzelany wpisami, że napisanie czegoś nowego i interesującego jest coraz trudniejsze? Może też zainteresowanie publiki blogami finansowymi spadło - jak ktoś kto pisze bloga widzi, że niewiele osób na niego wchodzi to się mu odechciewa pisać? W międzyczasie powstało zaś trochę blogów, które nazywam "tablica ofert" - nie zawierają one żadnej ciekawej treści oprócz tego, że prezentują promocyjne lokaty czy konta.

Chętnie czasem czytałem wpisy na blogach finansowych, a teraz trochę nie mam co czytać. Ciekaw jestem Waszych refleksji - jakie wy blogi czytacie i które polecacie? Piszcie w komentarzach - tym razem można robić autopromocję.


czwartek, 19 kwietnia 2018

Sprawdzanie nieruchomości przed zakupem

Postanowiłem wypisać sobie z różnych źródeł podawanych w internecie porady co należy sprawdzić przed zakupem nieruchomości. Może się to komuś przyda. Zaczynamy:
  • Plan zagospodarowania przestrzennego = dowiemy się dzięki niemu czy interesująca nas działka ma charakter budowlany, czy np. wymaga odrolnienia, czy jest terenem przeznaczonym przykładowo pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną, wielorodzinną etc.
  • Wydane dla danej nieruchomości decyzje o warunkach zabudowy - treść decyzji o warunkach zabudowy jest wiążąca dla organu przy wydawaniu pozwolenia na budowę. Oznacza to, że proponowany projekt budowlany, który jest zgodny z warunkami zabudowy, nie może zostać przez urząd odrzucony 
  •  księga wieczysta - tam znajdziemy wszystkie sprawy związane z własnością i z prawami i obciążeniami danej nieruchomości (tu znajdziecie opis gdzie zdobyć numer księgi wieczystej) dzięki sprawdzeniu księgi dowiemy się czy na gruncie nie ustanowiono służebności przejazdu lub przechodu, oraz czy osoba sprzedająca jest zapisana jako jedyny właściciel, czy może na nieruchomości ustanowiona została współwłasność lub wieczyste użytkowanie.
  • wypis/wyrys z ewidencji gruntów i budynków - dowiemy się jaką dokładnie powierzchnię ma nieruchomość, czy też jakiej klasy jest jej gleba
  • właściciele - czy mieszkanie nie jest przedmiotem współwłasności, a jeżeli tak, to czy pozostali współwłaściciele wyrazili zgodę na sprzedaż mieszkania. 
  • Zaświadczenie o stanie zameldowania w lokalu
  • można zażądać przedstawienia lub dla większej pewności dołączenia w postaci załącznika do umowy zaświadczenia w tym przedmiocie, wystawionego przez spółdzielnię lub wspólnotę mieszkaniową (np. z tytułu opłacenia czynszu), urząd gminy (np. z tytułu niezalegania z podatkami od nieruchomości), czy zakład energetyczny ( z tytułu niezalegania z opłatami za energię elektryczną)

wtorek, 17 kwietnia 2018

Bananowy rynek, bananowa giełda i bananowe obligacje GetBack

Spodobał mi się tytuł wpisu na blogu Humanista na giełdzie- nasza giełda jest zdecydowanie bananowa i bliższa bantustanom niż godnemu zaufania rynkowi. Nie jeden raz pisałem na ten temat wywnętrzając się na blogu Przegląd Finansowy o tym, że regulacje i działania regulatora na naszej GPW są niedoskonałe i krzywdzące dla przeciętnego inwestora.

Przemyślenie na ten temat nasunęła mi dziejąca się aktualnie afera firmy GetBack. Można sobie o niej poczytać w przytoczonych na końcu wpisu artykułach, nie będę wszystkiego referował.

W dużym skrócie mamy firmę, która wyemitowała dużo obligacji, upychali je po klientach sprzedawcy nazywający się "doradcami inwestycyjnymi" (którzy nota bene kiedyś upychali także obligacje świętej pamięci Ganta - krótka jest pamięć ludzka). Obligacje te oprócz indywidualnych inwestorów kupowały też fundusze (które potem były upychane po inwestorach indywidualnych).

Spółka na dokładkę wyemitowała też mnóstwo akcji i nagle kilka miesięcy później okazuje się, że jest na granicy wypłacalności a jej zarząd odgrywa jakąś komedię z informacjami o możliwym finansowaniu. Zarząd z resztą już były bo właśnie został odwołany.


Kolaps firmy pociągnie za sobą problemy z wyceną mnóstwa funduszy i straty wizerunkowe i finansowe wielu inwestorów, ze szkodą dla całego rynku obligacji.

Tymczasem organy nadzoru reagują jak zwykle poniewczasie i jedyne co potrafią zrobić to zawiesić notowania. Zaraz będziemy mieli sytuację, że inwestorzy, którzy nie zdązyli się ewakuować na pierwszy dzwonek zamieszania, zostaną na wieki wieków umoczeni w trefnych papierach tak jak to było wiele razy z obligacjami paru innych upadłych emitentów (których procesy likwidaycjne się ślimacza wiele wiele lat).

Jak inwestor ma zaufać tak prowadzonemu rynkowi? Ja przyznam się szczerze dwa razy się dałem nabrać i już jestem bardzo bardzo ostrożny i niechętny.

Kilka linków o sprawie: