poniedziałek, 30 maja 2016

Zalety automatyzacji oszczędzania

Wiele razy pisałem o odkładaniu małych kwot pieniędzy, warto w tym kontekście pomyśleć o usprawnieniu, które sprawi, że odkładanie takich małych kwot może nie być praktycznie nawet zauważalne.

Mam na myśli automatyzację procesu oszczędzania przez utworzenie sobie stałego zlecenia przelewu na konto oszczędnościowe. Jaki mechanizm tu działa wtedy w naszej głowie? Ustanawiając stałe zlecenie na początku miesiąca, zaczynamy zupełnie inaczej myśleć o planowaniu naszych wydatków. Zakładamy, że mamy do dyspozycji mniejszą kwotę bo cześć naszej np. pensji poszła już na oszczędności. mentalnie przestajemy myśleć o całym procesie oszczędzania i zapominamy o nim na tyle, że planując nasze wydatki bieżące nie jest on żadną uciążliwością. 

Automatyczne zlecenie ma jeszcze tę zaletę, że trudniej się od niego wykręcić. Nie możemy sami przed sobą oszukiwać się, że "tylko ten jeden raz nie zrobimy przelewu" bo "są pilniejsze wydatki". Zawsze możemy sięgnąć do oszczędności, ale wtedy widzimy ile ich mamy, ile zabierzemy i ile ubędzie. Proces myślowy przebiega wtedy zupełnie inaczej i uwierzcie mi, mniej jest się chętnym do wydawania pieniędzy na "głupoty".

środa, 25 maja 2016

Czy walka z deflacją jest skazana na porażkę?

Banki centralne na całym świecie toczą walkę z deflacyjnym zagrożeniem. Pojawia się zaraz pytanie, dlaczego deflacja jest postrzegana jako zagrożenie dla gospodarki? Pozornie przecież prowadzi do wzrostu wartości posiadanych przez nas w portfelu pieniędzy. Z wielu aspektów jednak ma negatywne reperkusje dla obecnej gospodarki.

Po pierwsze spadek cen tylko pozornie jest korzystny, konsumenci mając więcej pieniędzy w portfelu odczuwają na początku poprawę swojego stylu życia. Ale spadek cen, oznacza, że przedsiębiorstwa mają większą presję aby obniżać swoje marze zysku. Wstrzymują zatem inwestycje i tną zatrudnienie co prowadzi do kontrakcji gospodarki.

Rządy także nie lubią deflacji bo muszą spłacać przyszłe długi pieniądzem o wyższej wartości. Na dodatek spadające ceny obniżają dochody z podatków pośrednich (VAT) przez co przyczyniają się do wzrostu deficytów budżetowych.

Bankowcy także nie lubią deflacji bo stawia na głowie cały model zabezpieczeń kredytowych. W sytuacji deflacyjnej należy spodziewać się spadku cen zabezpieczeń, a ryzyko kredytowania małych i średnich firm (działających na minimalnej marży zysku rośnie).

Mamy więc deflacyjnego „demona”, z którym walkę próbują toczyć banki centralne. Arsenałem jest dodruk pieniądza i zerowe stopy procentowe (co wydaje się być lekarstwem stawiającym pacjenta na głowie zamiast leczyć). Te działania nie odnoszą skutku, a mało kto zdaje sobie sprawę dlaczego.

Otóż presja deflacyjna jest niejako wewnętrzna, wbudowana w gospodarkę i generowana przez bodźce na które trudno mieć bezpośredni wpływ. Presję na spadek cen wywołuje sam postęp technologiczny dostarczając technologii wytwórczych, pozwalających produkować taniej i więcej.

Dodatkowo w obecnym czasie spadające ceny ropy i podaż gazu łupkowego na świecie w ostatnich latach także wywołały na światowej gospodarce presję deflacyjną.

Kolejnym problemem, o którym mało kto mówi jest demografia społeczeństw zachodu. Spada liczba osób skłonnych do wydatków i konsumpcji.

Poszczególne roczniki w wieku produkcyjnym są mniej liczne, a dodatkowo są pod ciągłą presją niskich płac w związku z pełzającym kryzysem.

Starsze pokolenia, które akumulowały majątek teraz go zaczynają upłynniać aby pokryć koszty swojego życia na emeryturze, ale transfer bogactwa nie jest skierowany w kierunku rzeszy młodych, ale w kierunku wąskiej grupy bogatych, którzy są w stanie bogacić się jeszcze bardziej.

Tymczasem w Azji na rynek pracy wchodzi coraz więcej osób gotowych pracować za niskie stawki, co zwiększa presję na globalny spadek cen.

Środowisko zerowych stóp procentowych (mających być lekarstwem na deflację) powoduje, że oszczędzający nie otrzymują odsetek od zgromadzonego kapitału. Zmuszani są więc albo do spekulacji swoimi oszczędnościami albo aby zrekompensować przyszłe niskie odsetki ograniczają konsumpcję i oszczędzają jeszcze więcej antycypując przyszły kryzys.

Kolejna siła, która powoduje, że nie ma inflacji to eksport tejże inflacji z gospodarek zachodu do krajów Azji. To tam znajduje się centrum produkcji tanich towarów, to kraje azjatyckie (Chiny, Korea) mają nadwyżki i tam następuje obecnie transfer kapitału z gospodarek zachodu.

Tam tez trafia, między innymi, inflacja wydrukowanych w gospodarkach zachodu pieniędzy.

Zdaje się więc, że banki centralne mają poważny problem z tym, że instrumenty, które kiedyś były uznawane za ekstremalne i nieortodoksyjne (zerowe stopy i dodruk pieniądza) już przestają działać, a przyszłe bodźce deflacyjne w gospodarce rysują się jako niebezpieczne zagrożenie.

Już obecnie podnoszą się głosy, że banki centralne już nie będą w stanie poradzić sobie z deflacją samodzielnie i de facto kosztem ich niezależności rozwiązaniem będzie monetyzacja długów suwerennych (państwowych) i stymulanse fiskalne (wydatki rządowe). Pozostaje jednak otwarte pytanie, czy nawet użycie tak nieortodoksyjnych narzędzi (które kiedyś byłyby nie do pomyślenia – tak jak pojawiający się pomysł „kasowania” długów rządowych w bankach centralnych) tylko kupi zachodnim gospodarkom czas, czy rozwiąże problem. Problem, który wydaje się mieć podłoże strukturalne i znacznie głębsze.




Artykuł jest przedrukiem z marcowego wydania Newslettera Przeglądu Finansowego, którego wszystkie archiwalne wydania możecie przeczytać na tej stronie. Jeżeli zaś jesteście zainteresowani otrzymywaniem co miesiąc dodatkowego wpisu na maila właśnie w tamach newslettera, to wystarczy podać swój adres e-mail.


Zapisz się na newsletter aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach.

Zapisując się na Newsletter otrzymasz za DARMO następujące eBooki:
  • "Jak analizować wykresy giełdowe" autorstwa Pawła Biedrzyckiego - 47 str. format PDF
  • "Jak inwestować w złoto?" - 19 str. format PDF
  • "Inwestycje alternatywne" - 12 str. format PDF
  • "Złote ciekawostki i tajemnice" - 47 str. format PDF

poniedziałek, 23 maja 2016

Na jakich wydatkach najłatwiej zaoszczędzić?

Zapewne każdy z nas zastanawiał się kiedyś co zrobić aby zaoszczędzić trochę pieniędzy. Dla wielu wydaje się to zadaniem trudnym. Czasami trzeba zmienić nasze przyzwyczajenia, ale może się to okazać z korzyścią dla nas i naszego portfela. Poniżej chciałbym podać kilka przykładów, które przychodzą mi na myśl.

Pierwsza rzecz, która przychodzi do głowy to rezygnacja z używek. Papierosy, kawa, czy alkohol są drogie i rezygnacja z nich sprawiłaby wielką ulgę naszemu portfelowi. Nie są to jednak rzeczy z których łatwo zrezygnować. Warto policzyć ile na nie wydajemy, ale w tym wpisie chciałbym się skupić na czymś innym.

Pierwsza rzecz to posiłki - warto zastanowić się, czy musimy stołować się codziennie na mieście lub w stołówce. Jeżeli dobrze policzymy to koszty wyżywienia przygotowywanego samodzielnie będą zazwyczaj znacznie niższe. Oczywiście, zajmie nam to dodatkowy cza potrzebny na zrobienie zakupów i przygotowanie posiłku, ale to także można zoptymalizować. Robiąc raz w tygodniu większe zakupy i gotując na kilka dni, możemy przynajmniej częściowo zmniejszyć liczbę wizyt na stołówce oszczędzając na każdym posiłku nawet kilka złotych. W skali miesiąca robią się z tego zauważalne kwoty.

Kolejna rzecz to transport. Można zmieniając swoje przyzwyczajenia spróbować zrezygnować z samochodu, jeżeli nie całkowicie, to przynajmniej częściowo. Samochód jest potężnym pożeraczem pieniędzy, wymaga serwisowania, traci na wartości z czasem, wymaga tankowania a spalane paliwo w większej części przeznacza na poruszanie własnego ciężaru niż masy pasażerów. Warto rozważyć czy czasem nie dałoby się przesiąść na rower lub komunikację zbiorową, albo pójść pieszo. Oczywiście nie mówię, że należy całkowicie zrezygnować z auta, ale może warto rozważyć optymalne korzystanie z niego (np. wtedy kiedy mamy do zabrania pasażerów, albo na dłuższy dystans kiedy komunikacja miejska jest nieefektywna czasowo).

Następna rzecz to oświetlenie mieszkania. Warto przeliczyć koszty wydawane przez używane żarówki w porównaniu z oświetleniem typu LED. Kalkulacje zazwyczaj pokazują, że inwestycja w droższe oświetlenie LED przynosi oszczędności już po paru miesiącach.

Zużycie wody to także "temat rzeka". Mycie naczyń w zmywarce (wypełnionej) zazwyczaj jest bardziej efektywne niż ręczne, a prysznic zużyje mniej wody niż kąpiel w wannie.

Podobnie rzecz ma się ze zużyciem energii. proste codzienne czynności powodują czasem niezauważalne marnowanie zużywanej energii. Lepiej np. wietrzyć mieszkanie krótko a intensywnie niż zostawiać uchylone okna przy odkręconym kaloryferze. Grzejąc wodę w czajniku wystarczy wlać jej tyle ile potrzeba aby potem nie stygła bezproduktywnie niewykorzystana. Warto także postarać się o wydajną energetycznie lodówkę - to "mebel" który zużywa energię cały czas. Trzeba także pilnować się przy korzystaniu z niego - zostawianie jej otwartej na dłuższy czas to proszenie się o wyższy rachunek za energię. Warto też sprawdzić czy nie mamy urządzeń, które w trybie "czuwania"zużywają tyle samo energii co działając aktywnie. Czasem tak bywa i warto rozważyć, czy np. odłączenie wierzy i telewizora wyłącznikiem na listwie sieciowej nie ma większego sensu niż kilkanaście złotych więcej miesięcznie za rachunek elektryczny.

Kolejna rzecz to rachunki np. za telefon. Przeanalizujmy jakie pakiety mamy wykupione i czy z nich rzeczywiście korzystamy. Czasem warto zrezygnować z pakietu żeby płacić kilka złotych miesięcznie mniej, bo np. wysyłamy niewiele SMSów, albo mało korzystamy z internetu.

Następna rzecz to opłaty za rachunek bankowy. Warto sprawdzić, czy opłaty, które ponosimy na rzecz banku np. za konto i kartę do niego mają sens, w kontekście innej oferty tego samego banku albo innych na rynku. Czasem jest tak, że płacimy za konto, które kiedyś tam założyliśmy, choć gdybyśmy przenieśli się do innego banku moglibyśmy mieć konto i kartę za darmo. Czasem wystarczy jedynie zmiana pakietu w ramach tego samego banku. To są oszczędności dochodzące nawet do kilkuset złotych rocznie.

Następna rzecz to zakupy "impulsywne". Warto wyrobić sobie nawyk odpowiadania sobie na pytanie "po co mi to jest potrzebne". Szczególnie kiedy idziemy na zakupy z dzieckiem, trzeba wyrobić w sobie odporność na zachcianki. Generalnie umiejętność rozróżniania co jest "zachcianką" (wynikającą z emocjonalnej potrzeby chwili), a "potrzebą" (realnym zaspokojeniem jakiegoś braku poprawiającego w długim terminie nasz komfort życia) jest ważną umiejętnością dzięki której można zaoszczędzić na prawdę dużo pieniędzy. Dotyczy to zarówno spraw małych (żelki, ciastko, baton, lalka, klocki, gazeta) jak i dużych zakupów (mieszkanie, dom samochód). Warto przy tym zastosować także jedną prostą zasadę pozbywania się impulsów zakupowych - "odłóżmy decyzję na później" - odwleczenie podjęcia decyzji zakupowej o kilka dni pozwala czasem na chłodno przeanalizować "za" i "przeciw" i okazuje się często, że tak na prawdę nowa nawigacja do samochodu nie jest nam potrzebna bo mamy starą, która działa, a w telefonie też jest nawigacja.

Rozrywka to temat rzeka. Można powiedzieć, że rezygnacja z rozrywki da nam znaczne oszczędności, ale nie o to chodzi. Czasem warto rozważyć pójście do kina w środę albo we wtorek, a nie w sobotę (będzie taniej). Naziemna telewizja cyfrowa oferuje już dziś mnóstwo kanałów za darmo - warto więc odpowiedzieć sobie na pytanie czy potrzebujemy pakietu satelitarnego. Zastąpienie wyjścia do pubu kolacją ze znajomymi u siebie w domu, może być równie atrakcyjne a znacznie tańsze.


Macie jeszcze jakieś pomysły? Napiszcie w komentarzach!